boombel

zapiski chaotyczne

Wpisy z okresu: 11.2006

Znów u siebie (?)

Brak komentarzy

Podróz minęła bardzo miło. Odespałem nie przespaną noc. Tak w samolocie jak i w autobusie.

Kiedy wróciłem nie poczułem niezbyt swojo. Wiedziałem, że powinienem posprzątać przed wyjazdem.

Dzień, a w zasadzie noc, zakończyła się niebywale miło. Dlaczego? Dzięki komu? Narazie niech zostanie to tajemnicą.

Konkluzja na dziś: Nie spodziewaj się od Świata niczego więcej niż to co Światu dałeś.

Powrót

Brak komentarzy

Najgorszy, najmniej przyjemny z każdego wyjazdu jest powrót. Czuję się wtedy tak jakbym zawrucił w połowie drogi. Szczęściem dla mnie jest to, że od kiedy zacząłem „kursować” między Wrocławiem a Galway, każda podróż z jednego miasta do drugiego jest dla mnie wyjazdem a nie powrotem. Zawsze jade w miejsce znajome na spotkanie nieznanego. Nieznanego, bo pod moją nie obecność zawsze coś się zmienia. Zawsze jest coś co można odkryć na nowo. Zawsze jest ktoś kogo poznaje na nowo. Ja się zmieniam i ktoś mnie poznaje na nowo. Nie zawsze jest to przyjemne, ale kto powiedział, że podróż przez cały czas musi być przyjemna. Najważniejsze jest to aby nocny biwak spędzić w miejscu suchym, ciepłym, cichym a przedewszystkim bezpiecznym.

Konkluzja na dziś: (…) strzeżcie się tych co snią na jawie, bowiem oni mogą niespodziwewanie spełnić swoje mażenia.

Po wycieczce

Brak komentarzy

Dzisiaj wruciłem z Zakopanego. Wiem na pewno, że tam wrócę, i szybko z tamtąd nie wyjadę. Ale zacznę od początku.

Wyjechaliśmy we wtorek rano. Piękna pogoda, idealna do jazdy samochodem towarzyszyła nam przez całą drogę. Na miejsce dotarliśmy około 15:00. Bez problemu znaleźliśmy domek, z pięknym widokiem na Giewont. Poczym poszliśmy na Krupówki. Sprubuwałem po raz pierwszy góralskiego kapuśniaku – czyli kwaśnicy. Niby zwykły kapuśniak, ale… No właśnie to „ale” robi tu wielkią rużnicę, a właściwie dwie. Pierwsza to to że w kwaśnicy jest więcej kapusty niż wody, druga to, że już od pierwszej łyżki piecze mnie broda.

Drugiego dnia. pospaliśmy sobie. Zjedliśmy sute śniadanko i ruszyliśmy w góry. Weszliśmy na Nosal. Rodości ze zdobycia szczytu było tyle samo co jęczenia przed wyruszeniem na szlak. Po powrocie i krótkim odpoczynku poszliśmy spędzić wieczór przy góralskiej muzyce. To był bardzo dobry wieczór.

Dziś rano tuż po śniadaniu ruszyliśy do domu. Po drodze wstąpilismy do Wieliczki. Niestety zaporowe ceny nie pozwoliły nam zejść na dół, ale nie daliśmy za wygraną i odwiedziliśmy Zamek Żupny. Poznaliśmy tam trochę historii Wiliczki i okolic.

Do doomu dotarliśmy na oparach paliwa, mimo że po drodze tankowaliśmy. I poraz pierwszy przyjęto mi kartę AIB w Polsce.

Poza tym polowanie na liścia dalej trwa.

Dentysta

Brak komentarzy

Dzisiaj odwiedziłem dentystę. Poraz ostatni. Babka zafundowała mi taki ból, że chodziłem po ścianach i zgryzałem tynk z sufitu. Nigdy więcej do dentysty w polsce. Stary kraj,stare metody.

Wyjazd

Brak komentarzy

Wyjeżdrzam do Polski. Właśnie czekam na taksówkę. Przedemną bezsenna noc. Droga do Dublin’a i oczekiwanie na samolot o 8:55.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 boombel Design by SRS Solutions

  • RSS