Jeszcze tydzień i kwiecień zacznie się kończyć a ja nic nie napisałem o tym co się działo. Jedynymi rzeczami wartymi wspomnienia są moje urodziny. Bawiłem się na nich wyśmienicie dzieki przyjaciołom którzy przyszli.

Zadziwił i zastannowił mnie fakt z przed dwuch tygodni. Tydzień przed świątami musiał być obfity w bujki i ogulny brak chamulców. Zaczynając od puźnego popołudnia piątkowego a kończąc na puźnym popołudniu niedzielnym ulice coraz bardziej były upstrzone zawartościami żył i żołądków. W niedziele przewarzały ślady, które zostawili po sobie ci którzy nie wiedzieli kiedy przestać pić a wnioskując po ilości owych śladów było ich znacznie więcej niż normalnie. Po kilku chwilach zastanowienia doszedłem do wniosku że: noc piątkowo-sobotnia upłynała pod znakiem kłutni i bujek natomiast w noc z soboty na niedziele ci którzy się wadzili poprzedniego wieczora teraz się godzili. Dziwna sprawa, czyżby był to wynik jakiejś kosmicznej koniunkcji, o której nie wiem.