Tak ,leżakowałem sobie od środy. Nie dla przyjemności jednak. Ochydne chorubsko mnie zmogło. I kiedy każdego ranka było coraz gorzej i wydawało mi się, że nie ma już szans na poprawę postanowiłem dzisiaj sięgnąć po środki ostateczne. Jak tylko wygrzebałem się z łóżka wybrałem się na przzechadzkę i zaopatrzyłem po drodze w kubełek lodów. Po powrocie do domu czułem się tak jakbym miał zaraz się przewrucić i niewstać do dnia następnego. Zmusiłem się jednak do zjedzenia czegokolwiek, co w cale nie było przyjemne w moim uczesnym stanie. Po krótiej wizycie u Czeskiego i obejrzeniu smoków w szale wruciłem do domu. Pochłonęłem kubełek lodów. Kilka następnych godzin było czymś co przypominała sen (czy raczej koszmar) na jawie. Kiedy w końcu zdecydowałem się na leczniczy sen planując obudzić się wcześnie rano i ruszyć dziarsko do lekarza okazało się że stać mnie conajwyżej na godzinę snu. Wygląda na to że świerze powietrze, fura lodów i gura medykamentów które wygrzebałem z przepastnej mej apteczki, której lwią część stanowi spuścizna po Grześku, zaczyna robić swoje i wracam do zdrowia w trybie przyspieszonym i wizyta u lekarze będzie tylko formalnością.

Niestety mętlik w głowie spowodowany ciągłymi gorączkami niepozwolił mi zanotować dla potomnych wielkiego wydarzenia, jak dla mnie historycznego. W Galway padał śnieg. Nie żeby w Galway nigy nie padał śnieg, ale jeszcze nie byłem światkiem aby padał przez cały dzień. Fakt że zanim spadl to stopniał. Nigdy jednak nie zdarzyło się aby śnieg w Golway (chociaż w symbolicznej ilości) pojawił się więcej niż raz, słownie RAZ w roku. A ten ostatni to był już drygi "śnieżny" dzień w tym mieście tego roku. Może do końca zimy jeszcze kilka razy popada w tym z definicji wietrznym i deszczowym mieście.

Sentencja do przemyślenia: Nadzieją jest najgorszą rzeczą jaką możesz mieć, Nadzieja jest najlepszą rzecz którą możesz mieć.