Tak. Miałem depresje. Chyba po raz pierwszy w życiu. Objawiało się to że cały wolny czas spędzałem w pozycji horyzontalnej przeglądając internet bez przykładania większej uwagi do tego co oglądam, lub po prostu nic nie robiąc. kiedy wychodziłem do pracy to tylko pop to aby jak najszybciej wrócić do domu i ułożyć się ponownie tak cudownie niemęczącej pozycji horyzontalnej. Dodatkowo jadłem tylko tyle żeby przeżyć, czyli prawie nic. W przeliczeniu na kalorie to było jakieś 500 dziennie.

Trwało to jakieś dwa tygodnie, aż do momentu kiedy w jednym z maili przeczytałem, że człowiek pozostający w bezruchu ma coraz mniejszą ochotę do jakiegokolwiek działania. Postanowiłem to sprawdzić. Zrobiłem kilka skłonów, podskoków i pompek. Ochota na leżenie na plecach i wpatrywanie odeszła jak ręką odjąć. Takiego przypływu energii i chęci do działania nie miałem od dłuższego czasu.

Po kilku dniach wróciłem do rzeczywistości i znów mogę normalnie funkcjonować.

Miało być o ubocznych skutkach. Już o nich mówię. Zamiast spożywać każdy posiłek przed monitorem komputer zacząłem jeść w kuchni. Najpierw to był jeden obfity posiłek i kilka przekąsek dziennie. teraz trzy posiłki to za mało. Cały czas chodzę głodny, bez względu na to ile już zjadłem. Jak tak dalej pójdzie to przybiorę znacznie na wadze, co jest mi nawet bardzo na rękę.

Wzmożony apetyt ma też inne wady. Destruktywnie wpływa na zawartość portfela, ale to nie jest najgorsze bo na brak gotówki nie narzekam. Najgorsze są wizyty w sklepie a te są niestety konieczne w celu uzupełniania zawartości lodówki. Na szczęście opracowałem system, który pozwolił mi ograniczyć zakupu do jednych maksymalnie dwóch wypadów do sklepu tygodniowo. Grunt, to organizacja :)