Spaliłem się jak frytka, normalnie na skwarek. Wyglądam jak rasowy Indianin. A lekarze ostrzegają przed popołudniowym słońcem i zalecają chowanie się w cieniu między 11 rano a 3 popołudniu. Ale mimo wszystko było warto, bo jak tu było się chować w cieniu kiedy mad zatoką galwayską latały "Czerwone Strzały", a zaraz po nich rozpoczął się wyścig super jachtów. Nie omieszkałem też zatrzymać się przy Spanish Arch aby obejrzeć przedstawienie uliczne. Do domu trafiłem około 20. Następnego dnia miałem powtórkę. Wyszliśmy z C. o 11 i kręciliśmy się po dokach i okolicach przez jakiś czas, dopóki nie zaczął się koncert. I znów prażyłem się jak kurczak na wolnym ogniu tak długo jak długo słońce było na niebie.

Teraz cierpię ale nie żałuję ani jednej chwili spędzonej na słońcu. Mam tylko już dosyć skwaru i przeszła mi ochota na wakacje w ciepłych krajach.