boombel

zapiski chaotyczne

Wpisy z okresu: 10.2009

Na fali

1 komentarz

Dzisiaj byłem surfować. To był mój drugi raz. Nigdy nie sądziłem, że to może dawać taką frajdę i że będę pływał na desce w Irlandii. To jest naprawdę niesamowite uczucie kiedy można stanąć albo położyć się na desce i płynąć na fali. Ale zacznę od początku.

Jakiś czas temu dowiedziałem się, że znajomy surfuje w Irlandii. Lubię różnego rodzaju sporty ekstremalne i zawsze chciałem chciałem spróbować jak to jest stanąć na desce i dać się ponieść fali. W końcu dwa tygodnie temu pojechałem spróbować swoich sił. Pogoda była świetna. Było ciepło i nie było wiatru. Na zatoce w Lahinch był już spory tłumek i nic dziwnego to był wymarzony dzień na taki wypad. Słońce, brak wiatru i całkiem duże fale.

Woda była w miarę ciepła ale i tak bez pianki zbyt długo nie dało by się w niej wytrzymać. Pożyczyłem piankę, deskę i razem z resztą ferajny poszliśmy łapać fale. Stanięcie na desce okazało się nie taką łatwą sprawą ale po kilku wywrotkach i udało mi się przepłynąć kilkadziesiąt metrów klęcząc na desce, co było i tak sporym sukcesem jak na początkującego. Trzy godziny później wracaliśmy do domu. Moje mięśnie wspominały tamten wypad jeszcze przez kolejny tydzień.

Dzisiaj był mój drugi raz. Pogoda była dużo gorsza. Zimno, wiało a pianka, którą pożyczyłem nie był tak ciepła jak ta którą miałem ostatnim razem i momentami trzęsłem się jak galareta. Fale uderzały często i z niesamowitą siłą. Ciężko było jakąś dogonić, ale udało mi się kilka razy. Odniosłem też swój pierwszy duży sukces – stanąłem na desce i przepłynąłem jakieś dwadzieścia metrów. To była prawdziwa frajda. Niestety zanim wróciłem do miejsca gdzie można było złapać dobrą falę fale popsuły się. Pojawiały się tak często i były tak mocna, naprawdę niewielu osobom udawało się ustawić deskę tak aby przepłynąć chociaż kilka metrów.

Dzisiejszy wypad był taki sobie. Wróciłem do domu padnięty jak mops i musiałem zdrzemnąć się przez dwie godziny zanim mogłem się czymkolwiek zająć. Nie zrażam się jednak nadchodzącą zimą. dalej będę pływaj tak często jak tylko się da. Jutro też jadę a warunki mają być dużo lepsze niż dzisiaj. Mam długi weekend wiec mam zamiar wykorzystać go tak bardzo jak tylko się da.

Pozłacana myśl na dzisiaj: Co ma wisieć nie utonie ;)

11 godzin

Brak komentarzy

Dawno nie miałem takiego dnia jak dzisiaj. Oj dawno.

Zwlekłem się z łóżka z ledwością wbiłem w roboczy uniform i bez śniadania pognałem na darowanym rowerze do pracy. Darowany rower ma jednak to do siebie, że był bity i nie zawsze działa jak powinien. Po uporaniu się z łańcuchem, który był łaskaw spaść w połowie drogi dotarłem w końcu do "clockroom-u" o 10:11.

Kolejne sześć godzin minęło pod znakiem łażenie po okolicy i robieniu niezbyt męczących zadań. O 16:00 przerwa i od Piątej znów kolejna dawka kilku zadań specjalnych i kilka kolejnych godzin nudnych obowiązków. I tak aż do 21:00

Łażenie z kąta w kąt i konserwacja powierzchni płaskich może nie jest zbyt męcząca ale w dużych dawkach potrafi wyssać wszystkie siły witalne.

Powrót do domu na darowanym rowerze też dał mi nieco popalić. przez kolejną godzinę dochodziłem do siebie. Kiedy byłem już wstanie trzeźwo myśleć zamiast liczyć oddechy postanowiłem wykorzystać piątkowy wieczór, a przynajmniej to co z niego zostało.

Troszeczkę kultury jeszcze nikomu nie zaszkodziło, Wybrałem się więc na nocny seans do kina. W ostatnim momencie kupiłem bilet i zasiadłem wygodnie przed wielkim ekranem z kubkiem pepsi w jednej i pudełkiem popcornu w drugiej ręce. Najnowsza produkcja Disneya to był dobry wybór zważając na tak późną porę i stan mojego umysłu. Ja zapomniałem o trudach minionego tygodnia i upewniłem się, że weekend będzie równie intensywny jak poprzedni. Z czego oczywiście się cieszę.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 boombel Design by SRS Solutions

  • RSS