boombel

zapiski chaotyczne

Od przyszłego tygodnia wracam do pucowania schodów. Chba zostałem zaocznie wybrany za specjaliste od tej roboty. No cuż, dla każdego coś miłego.

—===***OOO***===—

A tak z innej beczki. Co kraj to obyczaj, ale… Chyba w całej europie (niestety nie spotkałem wszystkich przedstawicieli krajów europejskich :( ) jako remedium (przynajmniej na przeziębienia) znany jest czosnek. Przyżądzany na wiele sposobów ale jednak czosnek.

Konkluzja na dzisiaj:
Zielarze wszystkich krajów łączcie się.

Kto rano wstaje …

Brak komentarzy

Od dzisiaj mam nowe godziny pracy. Mam nadzieje że szybko przystosuje się do wstawania o godzinę wcześniej. Dodatkowy plus jest taki, że będę miał więcej dnia dla siebie :)

—===***OOO***===—

A tak z innej beczki. Postawiłem tego bloga równo miesiąc temu. nie sadziłem nawet, że uda mi się uaktualniać go tak często jak to robie. Prawdę powiedziawszy mam nadzieję, że kolejne wpisy będą się pojawiały coraz częściej. Niestety nie zawsze mam czas aby podizielić się z wami drodzy czytacze tym co mnie aktualnie spotkało, ale obiecuje popracować nad tym i zmienić to tak szybko jak tylko się da.

Środa, wspaniały dzień. Do następnej soboty bliżej niż było rano. Po jutrz Matki Boskiej Pieniężnej. W takie dni nadzieja wraca do człowieka. Opatula nas niczym ciepły, wełniany koc w chłodny jesienny wieczór.

Dzisiaj zamiast podzielić się planami na najbliższy czas, przedstawie wam to czego nie udało mi się zrobić wczoraj. A dwa zdarzenia wczorajszego dnia warte są wspomnienia.

Pierwsze:
Przerwa obiadowa została przesunięta z powodu zebrania związkowego SIPTU. Najciekawszym wydarzeniem zebrania bylo głosowanie o to czy zgadzamy się na to co wynagocjował zwiazek i jeszcze inna oraganizacja z rządem. Na chłopski rozum to co wywalczyli w zasadzie niczego nie zmienia w razie zgody większości. Jeżeli jednak byśmy się na to nie zgodzili to byłoby wbicie sobie noża w piętę. Krótko mówiąc głos na tak = zgadzam się aby podwyżki przychodziły tak jak prawo nakazuje; nie = jest mi dobrze tak jak jest i nie potrzebuję więcej kasy za moją pracę. Konkluzji na ten temat nie będzie.

Drugie:
Wracając z pracy spotkałem rodzinkę polaków podąrzających na zakupy. Mieszkają gdzieś za Galway i przyjechali zaopatrzyć się w Najczęściejodwiedzanym przez polaków sklepie dyskontowym pot tytułem „Lidl”. Wysiedli na Eire Squer i ruszyli na poszukiwania. Niestety zanim mnie znaleźli zdąrzyli obejść dookoła całe centrum. Poprowadziłem ich kawałem, zamieniłem kilka słów poczym ruszyłem w swoją stronę. Końiec końców nasi rodacy trafili do celu swojej podróży po ponad dwuch godzinach szwędania się po mieście. A mogli być tam po pięciu minutach od momentu kiedy wysiedli z autobusu.
Konkluzja: Uczcie się języków mniej się nachodzicie.

Kolejny dzień

Brak komentarzy

Kolejny dzień spędzony, dość intensywnie. Znowu coś ciekawego się działo. I jak wile razy przedtem nie mam pojęcia od czego zacząć, a puźna pora nie pozwala mi skupić myśli. Nienawidze kiedy tak się dzieje. Macie może na to jakąś receptę?

Okazało się, że dzisiejszy dzień nie był wcale taki straszny i zaliczyć go mogę do całkiem udanych. Ale po koleii.

Zaraz po przyjściu do pracy zamiast normalnie się odbić wpisałem się na liste cleanup’a. Dla niezoriantowanych cleanup to generalne sprzątanie. W rozgardiaszu poleceń poszedłem nie tam gdzie powinienem czym wprawiłemw wielki gnie superwajzorki. Jak już znalazłem się we właściwym miejscu praca okazała się całkiem lekka. Sprzątaliśmy wszystko w wielkim pośpiechu i po łebkach. Miało to swoje konsekwencje kilka godzin puźniej.

Po „Wielkim Sprzątaniu” trafiła mi się kolejna fucha jakich mało czyli „bufowanie” czyli polerowanie podłóg do połysku.Całkiem przyjemna robota, niestety przez brak praktyki i obycia z maszyną bolał mnie nadgarstek :(.

Kiedy już skończyłem nabłyszczać podłogi w korytarzach poszedłem doczyszczać to czego nikt nie dotknął w czasie „wielkigo sprzątania”. Praca lekka, łatwa i przyjemna. Superajzorka pewnie zapomniała o tym co wywinęłem rano bo była w świetnym chumorze.

Na koniec została mi sama śmietenka. Poszedłem sprzątać „cyc klinike”. Teren we środy niemal nie odwiedzany ani przez doktor ani przez pacjentki. Były to miłe dwie godziny chodzenia z konta w kont i szukania kurzu do wytarcia urozmaicane pogawędkami ze znajomymi.

Kiedy wracałem do domu niebo zasnute już było chmurami. Zapowiadał się desszcz. Nie sądziłe, że to powiem ale naprawdę zatęskniłem za typowo irlandzkimi deszczami.

Wieczór zaliczam do całkiem udanych. Po powrocie zjadłem małe co nie co, obejżałem niezobowiązujący do myślenia film i zasiadłam do kompa. Podłubałem trochę w Max’ie (zaczynam wracać do formy) a teraz udaje się na zasłużony odpoczynek.

Jedyne co mnie boli to to, że dzień jest za krutki aby zrobić wszystko co się chce. Takie uczucie nie towarzyszyło mi od czasu ogulniaka. Myślę, że to dobry znak.

Tym pozytywnym akcentem kończe dzisiejsze podsumowanie tego co dzisiaj robiłem i udaje się w stronę łużka aby pogrązyć się w objęciach Morfeusza, chociaż wolał bym aby to była Wenus ;)

Mętlik objawił się zaskakująco nieoczekiwanie. Zaczynając pisać dzisiejszego bloga chciałem opisać jedno zdarzenie, które umocniło moją wiarę. Jaką i w co to temat na inny dzień. Niestety po pierwszym zdaniu przyszło mi do głowy kilka innych tematów, które chciałbym przedstawić a jest niestety puźna godzina więc nie tylko nie podzielę się nimi z wami ale jak sami widzicie plotę trzy po trzy. Konkretów więc się dzisiaj nie spodziewajcie.

Jutro czeka mnie ciężki dzień więc trzymajcie za mnie kciuki. Jak będę w stanie to coś o tym napiszę.

Wszędzie dobrze …

Brak komentarzy

Stało się to co od jakiegoś czasu przewidywałem. Samemu jest mi się ciężko oswoić z tym faktem: mam dwa domy. Tak tak, kochani. Wrocław i Galway. Dwa miasta oddalone od siebie o ponad 2000 kilometrów. Gdy jestem w jednym, tęsknię za drugim. Jak w niedziele po pożegnalnym spotkaniu z przyjaciółmi i po rodzinnej kolacji dałbym wiele aby móc zostać, tak następnego dnia po wylądowaniu poczułem, że następną noc spędzę w końcu we własnym łóżku.

Pierwszą noc w Polsce i pierwszą noc w Irlandii łączy jedno uczucie: W końcy jestem u siebie, ale czy napewno. Może to uboczne skutki lotu samolotem, a może najbardziej drastyczny (w moim przypadku) objaw homesick’a? Naszczęście już się z tego otrząsnęłem i wróciłem do rutyny własnego życia. Jedyne co się zmieniło to podjęte działania aby w obu domach bywać mniej więcej tyle samo czasu. Czego wszystkim posiadającym dwa domy z całego serca życzę. Dobranoc.

Zawsze tak jest, że najtrudniej jest zacząć. Niestety w ostatnich czasach gdzie bym nie spojżał wszyscy zaczynają robić coś od końca, a w najlepszym przypadku od środka. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje i mam nadzieje, że ja tego uniknąłem.

Niestety nie zrobię tego co powinienem zrobić przy pierwszym wpisie: Nie będe pisał nic o sobie, nie będe pisał nic o tym co się ostatni zdarzyło (czy nawet tego co mnie spotkałko dzisiaj), nie mam bowiem na to aktualnie ani czasu ani sił. Zbliża się godzina druga w nocy i to, drodzy blogoczytacze, powinno choć trochę mnie usprawiedliwić w tej kwesti.

Z okazji puźnej godziny żegnam się ze wszystkimi sennie i życze miłych snów. Dobranoc.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 boombel Design by SRS Solutions

  • RSS