Hmmm. Od czego by tu zacząć? Może od tego, że drugi rok z kolei wybrałem sie na rejs po Bałtyku. Oba rejsy były pełne przygód i wiązały sie z mocnym resetem; również finansowym.

„Przygoda. Przygoda. Każdej chwili szkoda.” Słowa piosenki uderzają w sedno. No bo czym innym jest przygoda jeśli nie ciasno napakowanymi momentami, które są pełne emocjii.

Jest to swoista huśtawka nastroju. Od totalnego znudzenia do ekstremalnej ekscytacji. Od skrajnego przerażenia do pełni szczęścia kiedy wszystko idzie zgodnie z planem.

Odbijam się jak ping-pong między tymi emocjami dzięki przeciwnościom losu i uśmiechom fortuny. Zmiany sa częste i gwałtowne.

Na codzień nie mam tak wielu tak silnych wrażeń. Ich natężenie odróżnia przygodę od dnia codziennego a intensywność pozwala mi trochę lepiej poznać siebie; zresetować system przekonań i wartości oraz skutecznie postawić na nogi.

To moje żeglowanie jest dla najbardziej wysublimowanym barometrem mentalnym. Pokazuje moje silne i słabe strony. Daje mi wykraczająco dużo czasu na wyciągnięcie wniosków z poniesionych wtop ale za mało aby zacząć się nad sobą użalać.

Jedno wiem na pewno: tydzień pod żaglami stał się obowiązkową coroczną wyprawą. Kto płynie ze mną w następnym rejs?